Ta piwnica pamięta naprawdę sporo. Przez blisko dwadzieścia lat przewinęły się przez nią zespoły, muzycy, pierwsze próby, nagrania, teledyski, godziny jammowania i całe mnóstwo historii, których nie znajdziemy w żadnej kronice. To właśnie tutaj, pod Domem Edyty Stein we Wrocławiu, swój muzyczny dom znalazło Furydate. O tym miejscu, jego historii i o tym, jak z piwnicznego chaosu rodzi się muzyka, rozmawiamy ze Snupem – gitarzystą, wokalistą i tekściarzem zespołu.

Snup podczas Wajbzz! | Fot. Piotr Tubis
Poznajemy miejsce
Wajbzz: Gdyby ta sala mogła mówić, jaką historię opowiedziałaby jako pierwszą?
Snup: Ta salka mogłaby opowiedzieć niejedną historię. Zaczęliśmy na niej grać z Maxem 20 lat temu, jeszcze z zespołem Imp, w którym się poznaliśmy (Max był DJ-em, a ja grałem na basie). Przez te lata pierwsze kroki stawiało tu wiele projektów i zespołów, między innymi Editt, Thar Ai czy Remove. Nagrywaliśmy tutaj całe płyty, dema i pojedyncze partie do różnych wydawnictw. W tej salce powstały też dwa teledyski.
W: Myślisz, że miejsce, w którym zespół próbuje, ma wpływ na jego muzykę?
S: Zdecydowanie. Salka musi być bezpieczną przestrzenią, która w jakiś sposób nakręca kreatywność. Powinna inspirować. Jest też ten bardziej przyziemny aspekt, dobrze, żeby była na tyle zaadaptowana akustycznie, żebyś słyszał, co grasz i co grają pozostali. To ma ogromny wpływ na to, jak finalnie brzmi zespół.
W: Czy zdarza się, że przychodzicie tutaj nawet wtedy, kiedy nie ma próby?
S: Bardzo często. Przychodzimy indywidualnie albo w mniejszych grupach, żeby poćwiczyć, potestować nowe brzmienia, nowe sposoby śpiewania, komponować albo aranżować utwory. Jest też ta bardziej techniczna strona, składanie racków, pedalboardów, lutowanie kabli czy ustawianie automatyki koncertowej. Kiedyś mieszkałem dosłownie 15 metrów od salki. Wstałem w niedzielę o piątej rano, bo złapała mnie wena na nowy numer Editt, Jak Pies. Do ósmej miałem od zera nagraną całą piosenkę i wróciłem do łóżka dospać.


Snup i Max podczas próby | Fot. Bartłomiej Różycki
Historia zapisuje się na ścianach
W: Jaka była najbardziej absurdalna albo zabawna sytuacja, jaka wydarzyła się właśnie tutaj?
S: Najbardziej absurdalne jest chyba to, że z jammowania dwóch gości, którzy przez długie lata praktycznie nie grali na gitarach (ja jakieś osiem lat, odkąd w Remove przeszedłem z gitary na bas, a Max jakieś dwadzieścia), powstała całkiem sprawna technicznie kapela metalowa, Furydate. A historia, która najbardziej utkwiła mi w głowie? Tony dopiero co przyjechał do Polski, dołączył do Remove i praktycznie nie mówił jeszcze po polsku. Spóźnił się na próbę, wchodzi i mówi: „Sorry chłopaki, przejebałem tramwaj…”. Do dziś się z tego śmiejemy.
W: Czy jest jakiś przedmiot w tej sali, którego nigdy byście nie wyrzucili? Dlaczego?
S: Jest ich kilka. Na pewno nagrody, które zdobywaliśmy z Maxem i resztą chłopaków z Imp 20 lat temu. Wtedy naprawdę otarliśmy się o życie gwiazd rocka, graliśmy sporo koncertów w całej Polsce, także na dużych scenach. Bardzo miło wspominam ten okres. Jest też mnóstwo gratów: stare wzmacniacze, mikrofony, hinduska maszyna perkusyjna… Sprzęty z duszą, których szkoda się pozbywać.


Max i Tony podczas próby | Fot. Bartłomiej Różycki
To tutaj rodzi się Furydate
W: Czy większość utworów Furydate powstała właśnie tutaj? Jak wygląda Wasz proces tworzenia?
S: Tak, sporo utworów powstało tutaj od zera. Najczęściej siadamy z Maxem do gitar albo Max przynosi gotowy riff. Wbijamy wszystko do Logic’a, dodajemy jakiś podstawowy beat, który potem Tony zmienia na turbo zajebisty. Dawniej dogrywałem jeszcze bas, ale teraz zostawiamy to Wojtkowi, bo gra na basie o niebo lepiej ode mnie. Kiedy mamy już szkielet utworu, podchodzę do mikrofonu i nagrywam tak zwaną „rybkę”. Bardzo często już podczas tego pierwszego przelotu pojawiają się słowa, które później zostają w finalnym tekście. Pamiętam, że przy Trees Max przyszedł ze szkieletem numeru. Włączyłem nagrywanie i w ciągu dwóch godzin mieliśmy gotowy wokal z docelowym tekstem. Czasem po prostu spływa na ciebie coś trudnego do wytłumaczenia i muzyka sama z ciebie wychodzi. Jak już wszyscy nagramy swoje partie, często jeszcze myślimy nad całym utworem i przestawiamy miejscami poszczególne bloki. W końcu powstaje finalne demo, które jest dla nas pilotem do finalnych nagrań w studio.


Wojciech podczas próby | Fot. Bartłomiej Różycki
O podziemiu
W: Wiele osób myśli o sali prób tylko jako miejscu do ćwiczeń. Czym ona jest dla Was?
S: Na pewno miejscem spotkań i przestrzenią do tworzenia. Dla mnie jest też trochę jak łódź podwodna. W całej gonitwie dnia przychodzę tutaj, odcinam się od świata i zanurzam w muzyce.
W: Czy uważasz, że takie piwnice są jednym z fundamentów lokalnej sceny muzycznej?
S: Zdecydowanie tak. Myślę, że dzięki takim miejscom scena w ogóle istnieje. Dla mnie ta piwnica jest trochę jak kotwica. Dopóki mam takie miejsce, mogę tworzyć. Gdyby go zabrakło, pewnie prędzej czy później zawiesiłbym gitarę na kołku.
W: Co powiedziałbyś komuś, kto pierwszy raz schodzi do takiej sali i widzi tylko beton, kable i bałagan?
S: Powiedziałbym: „Witaj w moim świecie.” Rozgość się i posłuchaj, co z tego całego chaosu potrafi powstać.
W: Czy pamiętasz pierwszy dzień, kiedy wszedłeś do tej sali? Jakie było pierwsze wrażenie?
S: Pomyślałem sobie: „Na bezrybiu i rak ryba.”. Salka była kompletnie zagracona. Gruz, śmieci, stare meble… Była też zdecydowanie za mała jak na sześciu chłopa z Imp. Ale była. Wspólnie ją uprzątnęliśmy, zaadaptowaliśmy akustycznie i zaczęliśmy tutaj grać oraz nagrywać.

Snup i Max podczas próby | Fot. Bartłomiej Różycki
Nowy rozdział
W: Załóżmy, że za 20 lat ktoś wyremontuje tę piwnicę i nie zostanie po niej żaden ślad. Za czym najbardziej byłoby Ci żal?
S: Szczerze mówiąc, już teraz jest mi trochę żal, bo za chwilę przenosimy się do nowej salki. Mury są niestety w bardzo złym stanie, a właściciel budynku nie ma środków na remont. Po dwudziestu latach czas na nowy rozdział. Wspomnienia i nagrania zostaną z nami, a my zaczniemy pisać kolejną historię, już w nowym miejscu. Spotkajmy się za kolejne 20 lat i zobaczymy jaki rozdział napisze ta nowa salka.
Zdjęcia w galerii u góry strony zrobił Piotr Tubis.





